„Prawie becz tchu dopadłem bramy naszego domku. Przed furtką stała zapłakana mama. „Dziadek zmarł"—powiedziała. „Nie zdążyli go aresztować. Ale rewizję zrobiono i wiele rzeczy jest zarekwirowanych". Wzięła książkę z koszyka. „Źle się stało, że jej nie oddałeś z bielizną" — rzekła z wyrzutem.
Dziadek leżał w łóżku. Był już ubrany w strój, w którym odbywał swoje podróże zagraniczne na konferencje i zjazdy SDPRR. Twarz Wano wydała mi się, jak zwykle, nieprzejednana, wiedział swoje i zdania nie zmienił. Na posiniałych ustach zastygło słowo „boroty".
Podszedłem do łóżka i ucałowałem dziadka w rękę. Łzy płynęły mi z oczu.
Szafa z książkami była oklejona papierowymi taśmami. Z daleka widniały urzędowe pieczątki.
Matka w pośpiechu wyprawiała mnie z domu. Przemykaliśmy się bocznymi uliczkami do naszych krewnych. Oglądałem się poza siebie z lękiem.
Najpierw szepty u ciotki, potem u wujka. Dlaczego nie chcieli, abym u nich nocował Zawędrowaliśmy do naszych znajomych. Mama coś im tłumaczyła. Spoza niedomkniętych drzwi dochodziły urywane słowa. Dowiadywałem się rzeczy strasznej — dziadek otruł się, jakby przeczuwając, że mają go zabrać. 1 tutaj nie mogłem zostać. Bano się konsekwencji.“(15)
kredyt hipoteczny kraków |kredyt hipoteczny |noclegi zakopane