„Kelner przyniósł kieliszek wina, wziął dwadzieścia centymów i odszedł. Stoliki stały tuż obok siebie.
— Dziękuję — rzekła kobieta.
Vincent przyjrzał się jej uważnie. Nie była młoda ani ładna, twarz miała nieco przywiędłą, życie wyryło na niej swoje ślady. Była trochę za szczupła, lecz zgrabna. W chwili gdy sięgała po kieliszek, przyjrzał się jej ręce; nie była to ręka wytwornej damy jak Kay, lecz ciężko pracującej kobiety. W półświetle winiarni kobieta przywodziła na myśl niektóre dziwne postacie Chardina lub Jana Steena. Nos miała nieco haczykowaty, z garbkiem, na górnej wardze — meszek, oczy pełne melancholii, choć żywe.
— Nie ma za co — odparł — rad jestem, że mam towarzystwo.
— Nazywam się Krystyna — powiedziała. — A pan
— Vinoent.
— Pracuje pan tutaj, w Hadze
— Tak.
— A co pan robi
— Jestem malarzem.
— Miły Boże, to na pewno także psie życie, co
— Niekiedy.
— A ja jestem praczką. To znaczy, kiedy jestem zdrowa i mogę pracować. Gdy choruję, pranie odpada.
—Co robisz wówczas
— Idę na ulicę, jak dawniej.
— Praca praczki jest na pewno bardzo ciężka.
— Pewnie, dwanaście godzin pod rząd. Płaca marna. Czasem, po całym dniu stania nad balią, muszę iść jeszcze na ulicę i szukać mężczyzny, aby bachory miały co żreć.“(5)
<<<< Ten psychiczny stan dysypatogenny
| Karol czuwał przy >>>>
firma budowalna mimremont |Projekty domów |klimatyzacja