„Karol czuwał przy ogniu pomny przestrogi, że wielki płomień ściąga nieproszonych gości, że bardziej świeci niż grzeje, ponieważ nie sposób usiąść przy nim blisko. Tak więc drzewne szczapki raczej żarzyły się niż paliły, dając w ten sposób mało blasku, a sporo ciepła.
Po godzinie Karol wyszedł spoza rozpadliny i z zadowoleniem stwierdził, że na zewnątrz nie widać ani jednej smugi światła. Stał z oczami wlepionymi w ciemność, czujnie nasłuchując. Ze zdziwieniem zauważył, iż ciche za dnia Złe Ziemie, teraz pełne były tajemniczych dźwięków. Czy to wiatr tak grał na skalnych wgłębieniach, czy osuwający się piasek szeleścił, czy niewidzialny zwierz potrącił chwiejny głaz, który z głuchym turkotem toczył się po twardym zboczu, by upaść cicho na ziemię
Najprawdopodobniej rozgrzane we dnie góry stygły teraz gwałtownie i nierównomiernie, powodując kruszenie się skał, które obsuwały się po zboczach.
Karol wrócił do rozpadliny, owinął się pledem i siadł przy ognisku, plecami oparty o skałę.
„Niech mój brat uważa na mustanga. On wyczuje niebezpieczeństwo. Jeśli cicho parsknie, zagaś ogień i trzymaj broń w ręku" — tak brzmiały ostatnie słowa Toimniża. Zapamiętał je dobrze i teraz zerkał co pewien czas w głąb rozpadliny, gdzie przywiązano zwierzęta. Munstang stał nieco z boku, nieruchomy i cichy. Wierzchowiec Karola co pewien czas postukiwał kopytami i potrząsał głową, ale to nie był sygnał mogący zwiastować niebezpieczeństwo. A Toimniża“(6)
<<<< Kelner przyniósł kieliszek
| - Nie odzywam się dlatego >>>>
Apartamenty Paryż |Programowanie C++ PHP Pascal C# |Katalog